Podsumowanie 2016 roku - dużo się działo!


Ten post miał się zaczynać zupełnie inaczej. Plan był taki, by pochwalić się liczbą zrzuconych kilogramów, ilością zaliczonych biegów i ogólną kondycją. Mogę pokusić się o takie podsumowanie  i owszem ale jedynie do końca lipca 2016 roku. Pierwsze siedem miesięcy mijającego roku były dokładnie takie, jak sobie założyłem. W sierpniu plany musiałem zweryfikować.

2016 rok zacząłem z wagą 122 kg. Dużo prawda? Też tak uważałem dlatego od początku mocno wdrożyłem plan naprawczy i począłem go realizować w imię zdrowia, pięknej sylwetki, doskonałej kondycji i wspaniałego samopoczucia. Oprócz biegania dorzuciłem sobie treningi w siłowni, które stanowiły nie tylko świetne urozmaicenie biegania ale pozwoliły również poprawić braki w "muskulaturze" :). Tak sobie trenowałem, biegałem, dźwigałem ciężarki i w miarę przestrzegałem zasad właściwego odżywiania. Wiecie, pięć posiłków dziennie, odpowiednie nawadnianie, ograniczenie do minimum słodkich przyjemności (o słodycze chodzi rzecz jasna :)), rezygnacja ze słodzonych napojów na rzecz wody i takie tam :) 

Mijały kolejne miesiące, waga spadała czasem szybciej, czasem trochę wolniej. Najważniejsze że spadała. Kilogramów na liczniku było mniej a satysfakcja wręcz przeciwnie - rosła do niebotycznych rozmiarów. Nadszedł w końcu ten dzień. Dzień w którym mogłem oświadczyć światu (za pośrednictwem fejsa no bo jakże inaczej), że wagowy licznik pokazał dwie cyferki a nie jak to od kilku lat bywało trzy. Sukces! Kolejny raz dopiąłem tego, co sobie założyłem. Ciężka praca przyniosła efekt. Kurde, cudownie!

Kiedy snułem plany i zamiary na ostatnie miesiące roku, nadszedł TEN dzień. Dzień w którym dowiedziałem się o chorobie. Hospitalizacja, dwie operacje i pytanie co dalej? Czy z tego wyjdę? Jeśli tak, to jak to teraz będzie? Na szpitalnym łóżku człowiek ma sporo czasu na rozmyślanie, więc tych myśli było sporo. Szczęśliwie wszystko dobrze się potoczyło i po trzech tygodniach spędzonych na oddziale neurochirurgii Centralnego Szpitala Weteranów im. WAM w Łodzi mogłem wrócić do domu.

Po wyjściu ze szpitala rozpocząłem chyba najważniejszą walkę, jaką przyszło mi kiedykolwiek stoczyć - walkę o powrót do zdrowia i formy sprzed operacji. Idzie różnie, ale cel jest jasno określony i uwierzcie mi, odhaczę go jako zrealizowany. Już wkrótce!

Przed nami Nowy Rok - 2017. Gdyby nie choroba, być może napisałbym o planach półmaratońskich a może i nawet maratońskich. Nie ma co jednak gdybać. Założenie jest jasne - wrócić do pełni zdrowia, następnie do treningów i biegania (jeśli oczywiście lekarze pozwolą :)). Pisałem to już wiele razy, ale napiszę raz jeszcze - PRZEBIEGNĘ TEN CHOLERNY MARATON CHOĆBY NIE WIEM CO. Z każdym dniem mocniej utwierdzam się w tym przekonaniu i wierzę że tak będzie.

Na Nowy Rok życzę Wam nieustającego zdróweczka. Zdróweczko jest najważniejsze i jest to fakt niezaprzeczalny. Do zobaczenia na biegowych szlakach (kiedyś tam :))

P.S. Z wagą nie jest tak źle jak myślałem że będzie. Przed świętami wciąż były dwie cyferki, więc jak na kilka miesięcy bez biegania i treningów nie jest źle. Spacerki dają radę :) Oby tak w 2017 roku.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger