Aby nie zwariować



Cóż począć gdy ma się (za) dużo wolnego czasu? W obecnych czasach to raczej mało możliwe, ale jak już się zdarzy? Możliwości jest sporo, prawda? Zapytam jednak inaczej – co można robić jak się ma sporo wolnego czasu, a nie można uprawiać żadnego sportu? Tu już jakby trochę gorzej, ale jak to mówią dla chcącego nic trudnego.

W poprzednim poście wspomniałem o spacerach. Codziennie staram się odbyć mały spacer po moim mieście. Spokojnym, ostrożnym marszem pokonuję kolejne metry miejskich chodników, parkowych duktów czy osiedlowych uliczek. Szlag mnie jednak trafia kiedy mija mnie jakiś biegacz czy biegaczka. Kurde jak bardzo chciałbym być na jego/jej miejscu, móc wbić się w dresiwo i przebiec sobie parę kilometrów. Wiem, zazdrość to okropna cecha ale co ja poradzę, że tak tęskno mi za bieganiem? Aby mieć chociaż jego namiastkę, podczas spacerów uruchamiam sobie Endomondo, potocznie zwanego Mundkiem. Mundek jak to Mundek, pokazuje trasę, tempo, kilometraż itp. Żeby nie było, Mundka włączam poglądowo i nie zamierzam w żaden sposób rywalizować (no bo tak po prawdzie z kim?) czy pobijać życiówki w spacerowaniu. Po pierwsze spaceruję przede wszystkim dla zdrówka i przyjemności. Po drugie chyba niezbyt pasjonującym byłby fakt że jednego dnia przeszedłem kilometr w 12 minut i 24 sekundy by nazajutrz poszczycić się czasem 11:37. Szanujmy się :P Mundek pozwala mi choć troszkę poczuć się jak kiedyś.

Aby wiedzieć co w trawie piszczy i aby nie wypaść "z obiegu" zaglądam też na blogi znajomych i nieznajomych biegaczy. Z uwagą czytam o ich kolejnych występach na rozmaitych imprezach, podziwiam kolejne życiówki i dobre biegi. Pisałem już o tym, jak bardzo docenia się coś, czego akurat nie jesteśmy w stanie doświadczyć i to jest prawda. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł wrócić do tego zwyczajnego, pospolitego biegowego życia. Cel się nie zmienia – powtórzę się, ale zaliczę w końcu ten cholerny maraton. Nie ma to tamto.

Tytuł niniejszego posta brzmi „Aby nie zwariować”. Nie wszystko przecież toczy się wokół biegania. Jest jeszcze to inne, normalne życie. Mam teraz trochę więcej czasu by zerknąć w telewizor czy pobuszować po internecie. Lubię się pośmiać i dlatego też w tym kierunku idą moje telewizyjno-internetowe poszukiwania. Z reguły szukam czegoś, co wprawi mnie w dobry nastrój. W sieci nie ma z tym większych problemów, bowiem wystarczy że włączycie Youtube i hulaj dusza! Nieprzebrane zapasy rozmaitych filmów, filmików na każdy temat. Z telewizją jest trochę gorzej, bo tu trzeba się nieco wysilić aby znaleźć coś co przykuje uwagę mimo iż kanałów jest mnogo. Zresztą telewizyjna rozrywka to temat na niejedną pracę magisterską. Coraz więcej, coraz dziwniej i chyba coraz gorzej. Oczywiście nie wszędzie, ale póki co nie będę podejmował tego tematu. Może kiedyś? Telewizja telewizją, internet internetem ale jest coś, co bije to wszystko na głowę. Najlepsze co może być, by nie zwariować nie tylko z powodu braku biegania ale i wobec coraz bardziej pędzącego świata jest czas poświęcony rodzinie. Tak, dobrze przeczytaliście. Zawsze to wiedziałem, ale w kontekście ostatnich wydarzeń rodzina była dla mnie prawdziwą opoką. To własnie rodzina sprawia, że tak naprawdę wszystko przestaje mieć znaczenie albo spada  w hierarchii wartości. No i czas spędzony z dzieckiem to chyba najlepsza rehabilitacja, najlepsze antidotum na wszelkie dolegliwości. Mimo że czasami samopoczucie jest różne, nie zawsze takie jakiego bym sobie życzył, to uśmiech dziecka sprawia, że zawsze jest lepiej. Prawdziwa magia i nie ma opcji żeby zwariować, no chyba że ze szczęścia :)

W niedzielę jubileuszowa XX Bełchatowska Piętnastka. Miało być biegane a będzie oglądane (chyba :)) Wszystkim startującym życzę powodzenia i życiowych rezultatów. Biegnijcie co sił i bawcie się przy tym przednio :) Powodzenia! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger