Moje życie "pozabiegowe"



Mijają kolejne dni, kolejne tygodnie mojej biegowej i ćwiczebnej posuchy. To bodaj pierwsza tak poważna pauza odkąd zacząłem swoją przygodę z bieganiem. To naprawdę niesamowite, jak bardzo można się od biegania czy ćwiczeń uzależnić. Teraz kiedy jestem z tych przyjemności wyłączony zadaję sobie sprawę jak bardzo mi tego brakuje. Cóż jak nie można to nie można i tak ostatnio się zastanawiałem czy istnieje, czy w ogóle jest możliwe życie "pozabiegowe"?


Z przykrością stwierdzam że owszem, istnieje. Jestem tego chyba najlepszym, modelowym wręcz przykładem. Najgorsza w tym wszystkim jest świadomość, że nie można nic, ale to absolutnie nic uskutecznić. Żadnych ćwiczeń, żadnego biegania, nawet na pół gwizdka. Jedyne co można to delikatnie spacerować. Właśnie te spacery to w moim przypadku ostatnia, ba, jedyna deska ratunku, mała namiastka tego co niedawno było takie zwyczajne i takie codzienne. Aby nie zgnuśnieć na kanapie przed telewizorem organizuję sobie wieczorami dłuższe lub krótsze miejskie marsze. Wiadomo, na ile zdrówko pozwala. Maszerując tak miejskimi duktami wspominam jak fajnie było, gdy poruszałem się po nich w tempie nieco szybszym niż marszowym. Z rozrzewnieniem przypominam sobie moje pierwsze biegi w 2013 roku kiedy z trudem przebiegałem trzy kilometry. Eeeeeeh to były czasy :). Teraz z wysokości spacerowicza mogę podziwiać sobie piękną polską jesień, chociaż tak po prawdzie za dużo jej nie widać, wszak  z reguły spaceruję wieczorami. 

Nie myślcie sobie jednak, że każdy mój dzień to kanapa, tv i wieczorem spacer, co to to nie. Codziennie rehabilituję się i ćwiczę aby jak najszybciej móc wrócić do pełnej sprawności. Nie jest to jednak takie hop siup o czym wie chyba każdy kto choć raz w życiu przechodził rehabilitację po jakimś mniej lub bardziej poważnym urazie. Wiadomo, wszystko wymaga czasu i cierpliwości. Spokojnie i mozolnie pracuję nad powrotem do normalności i codzienności, której tak po prawdzie chyba nie do końca potrafiłem kiedyś docenić. Było minęło :) 

Co dalej? Hmmmm na pewno czeka mnie kontrolna wizyta w szpitalu i seria badań. Tak naprawdę dopiero wtedy będzie jasne jak przebiega proces leczenia i rehabilitacji. Trzeba zrobić mały „pit-stop” by wiedzieć, czy można jechać dalej. Mam nadzieję, że układ sterowania jest ok i przede mną jeszcze długa droga. W najbliższym czasie, po wyjściu ze szpitala i oczywiście jeśli lekarze pozwolą (a myślę że tak) planuję rozpocząć marsze nordic walking. Myślę, że będzie to super sprawa i pozwoli na szybszy powrót do pełnej sprawności. Póki co trzymajcie za mnie kciuki i do zobaczenia (mam nadzieję że na biegowych szlakach) :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger