Nie śpię - biegam!


Pierwszy kwartał 2019 przeszedł do historii. Pod względem biegowym nie był on dla mnie tak intensywny jak analogiczny w roku ubiegłym. Nie chcę się w żaden sposób tutaj usprawiedliwiać czy szukać wymówek ale zastanawiałem się ostatnio, czym to jest spowodowane?

W poprzedni rok wchodziłem z zaplanowanym już startem maratońskim. Pamiętacie pewnie, wielki cel, wielkie marzenie no i wielkie przygotowania. W tym roku nie planuję startu w maratonie to może i motywacja trochę zjechała w dół. Dobra, maratonu w tym roku raczej nie będzie, ale będą półmaratony i dyszki no i pewnie wpadną jakieś inne, interesujące i fajne biegi.

Pierwszy tegoroczny start już za mną. Jeśli śledziliście mojego Instagrama czy profil na fejsie to nie umknął Waszej uwadze start w 3. Bełchatowskim Biegu Nocnym. Impreza, w której brałem udział w roku ubiegłym miała swoją kontynuację także i w tym. Naturalnym było więc, że i tym razem stanę na linii startu. Różnica między zeszłoroczną a tegoroczną edycją polegała na tym, że tak naprawdę teraz nie wiedziałem czego się spodziewać. Innymi słowy – w jakim miejscu z tym moim bieganiem po powrocie po kontuzji jestem. Miałem świadomość, że nie wybiegałem tego co mogłem, dlatego też stresik delikatny był. 

27 dzień kwietnia - dzień startu, a im bliżej godziny 21 tym emocje głośniej dawały o sobie znać. Tradycyjnie już jak to na biegach w Bełchatowie rozmowy ze znajomymi i rozgrzewka. Punktualnie o godz. 21 ponad 300 biegaczy rusza na 10 km trasę prowadzącą ulicami Bełchatowa do Dobiecina i z powrotem. Pogoda tego wieczora była bardzo pomyślna – nie padało, było przyjemnie rześko i wiaterek też nazbyt nie przeszkadzał. Nic tylko biec.

Tradycyjnie na początku jest troszkę ciasno, ale po niespełna 2 km stawka rozciąga się na tyle, ze można wejść na swoje obroty i cisnąć swoim tempem. Jeśli już o tempie mowa - zachowawczo ustawiłem sobie 5:40, gdyż nie chciałem się za mocno wystrzelać tym bardziej, iż jak już wspomniałem był to mój pierwszy start w tym roku. Rzeczywistość okazała się jednak pomyślna bowiem udało mi się biec tempem w granicach 5:30. Nieśmiało planowałem w tym biegu pobiec poniżej 55 minut. Może niezbyt rekordowo, wiem ale … (patrz powyżej ;) )

Najfajniejszym odcinkiem biegu był dla mnie ten zaraz po agrafce. Czułem, że nogi fajnie niosą i moc jest ze mną. Wszystko poszło się paść na podbiegu w okolicach 7 -8 kilometra. Niby podbieg niezbyt ostry, ale dość rozległy i mocno dał w kość. Nauczony doświadczeniem z roku ubiegłego, wiedziałem że będzie ciężko i faktycznie było. Nic nie trwa jednak wiecznie i po kilkuset metrach podbieg zostawiam za plecami. Uffff.

Na półtora kilometra przed metą urywa się grupa biegnąca przede mną. Miałem dwa wyjścia – albo gonić albo biec swoim rytmem. Wybieram to drugie i do mety biegnę samotnie. Cholernie mi się podoba moment wbiegnięcia na Plac Narutowicza. Fajna sceneria, żywiołowi kibice i to co dla biegacza najważniejsze – meta. Kątem oka spoglądam na zegar, który wybija czas 55:05. Oczywiście był to czas brutto zatem jestem pewien, że udało mi się spełnić zakładane założenie – zejść poniżej 55 minut. Mój osobisty czasomierz poinformował, iż ukończyłem bieg z czasem 54:39. Pozostaje jeszcze potwierdzić to po otrzymaniu oficjalnego wyniku. Ten jest o dwie sekundy lepszy. 54:37 to mój oficjalny czas i mimo że gorszy od ubiegłorocznego o około półtorej minuty to jestem z niego zadowolony.

Co dalej? Maj będzie dla mnie dość mocno biegowym miesiącem. 18 pobiegnę w Leśnej Nagonce w Kole k/Piotrkowa Trybunalskiego a 25 maja Bieg Ulicą Piotrkowską Rossmann Run. Być może dojdzie jeszcze start 11 maja, ale będzie to maksymalnie 5 km. Żałuję, że w tym roku nie będzie mi dane stanąć na starcie Gminnej ZaDyszki. Cóż, czasami tak bywa. 




P.S. W zakładce „Planowane biegi” możecie zobaczyć imprezy, w których planuję wystartować. Zresztą na Instagramie czy Facebooku staram się w miarę na bieżąco informować co, gdzie i jak ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger