Bieg Tropem Wilczym 2018


Nareszcie! Kilka miesięcy oczekiwania i oto znów przyszło mi stanąć w szranki biegowej rywalizacji. 4 marca, w piękną słoneczną niedzielę, punktualnie o godzinie 12:00 Biegiem Tropem Wilczym rozpocząłem sezon startowy A.D. 2018.


Z nieukrywaną radością kilka tygodni przyjąłem temu informację, że w moim mieście odbędzie się bieg poświęcony pamięci Żołnierzy Niezłomnych. Bardzo fajna to inicjatywa która ma na celu nie tylko popularyzację biegania ale też i zwiększenie świadomości historycznej. Swoista biegowa lekcja naszej historii. Szybko wypełniłem zgłoszenie i z niecierpliwością czekałem na pierwszą niedzielę marca.


W końcu nastał ten upragniony dzień! Kilkanaście minut przed godziną 12:00 melduję się w Parku Olszewskich i jak to zwykle bywa przed startem krótka rozgrzewka, spotkania i rozmowy ze znajomymi biegaczami. Nie ukrywam, że trochę mi tego startowego klimatu brakowało. Chwilę przed godziną 12:00 zajmuję miejsce w wyznaczonej strefie i czekam na start. Jako że nie lubię tłoku, ustawiam się „w ogonie” stawki. Głośnie odliczanie i ruszamy. Na początku jest bardzo ciasno i ciężko wejść we właściwy rytm. Szczerze mówiąc tego się spodziewałem, bowiem trasa zlokalizowana była w parku (cztery okrążenia po 1250 m) a tam raczej ciężko o szerokie ścieżki. Poza tym było sporo zakrętów, ale mimo tego po chwili udało się znaleźć właściwe tempo. Na kolejnych okrążeniach jest luźniej a więc komfort biegu zdecydowanie lepszy. 

Tego dnia wszystko sprzyjało – pogoda, klimat no i forma była całkiem niezła. Przed startem zakładałem sobie bieg w okolicy mojej życiówki a więc 27:27. Będąc już na trasie wiedziałem że jest dobrze i istnieje spora szansa na poprawę wyniku z listopada. Bieg mija zaskakująco szybko, wpadam na metę a na mej szyi ląduje pierwszy tegoroczny medal. Satysfakcja ogromna i dobry prognostyk przed kolejnymi startami. Spoglądam na zegarek – 26:02. Jest super, ale czekam na oficjalne wyniki. Czuję że będzie dobrze. Po kilku minutach pojawiają się oficjalne rezultaty – 25:34 a więc blisko dwie minuty lepiej od mojej dotychczasowej życiówki. Matko jedyna, ale się cieszę! Chwilę potem dostaję sms z wynikiem brutto – 25:55. Jestem kontent! Praca na treningach daje efekty i to procentuje. 


Mój kolejny start za dwa tygodnie podczas III Zelowskiego Szusu o Czółenko na 10 kilometrów. Słyszałem, że trasa jest szybka więc jest spora szansa na poprawę rekordu życiowego. Ten liczy już sobie… 4 lata. Uda się to super,  jeśli nie to też się nic nie stanie. Wszak najważniejsza jest zabawa :) Do zobaczyska!


Fot. Aga Sobczak

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger