A może tak stejka?

Mieliście kiedyś tak, że od jakiegoś czasu chodziło za Wami jakieś danie? Ale tak na maksa, że nas samą myśl o nim ciekła wam ślinka? Ja tak miałem odkąd z początkiem 2016 troszkę bardziej zacząłem uważać na to, co jadam. Tym daniem był wołowy stek. Oczywiście najprościej byłoby iść do jakiejś restauracji, wywalić minimum 50 zł i delektować się porcją soczystego wołu. Jako że gotować lubię i chyba nawet w miarę potrafię, zdecydowałem, że trzeba złapać byka za rogi i się z nim po mięsku męsku rozprawić. Zadanie proste - kupić dobre mięcho, odpowiednio je przygotować i delektować się smakiem "króla wśród kotletów" bo niewątpliwie taki tytuł należy się wołowemu stekowi :)
Nadszedł w końcu ten dzień. Zakupy poczynione, więc można brać się do dzieła. Słyszałem że steki należy robić z polędwicy czy antrykotu. Ja użyłem ligawy. Jest sporo tańsza od polędwicy jednak smakiem i wyglądem niewiele jej ustępuje. Zanim jednak przystąpiłem do obróbki termicznej uzupełniłem braki wiedzy na temat przyrządzania mięsiwa. Okazało się, że nie taki diabeł straszny. Ważne, by przed grillowanie nasz stek miał temperaturę pokojową. Przed wrzuceniem na ruszt jeszcze muśniecie z dwóch stron oliwą i działamy. Tutaj ważna uwaga - jak rzucicie mięso na rozgrzaną patelnie czy ruszt, nie ruszajcie go do momentu przerzucenia na drugą stronę. Innymi słowy - podczas smażenia mięskiem się nie bawimy. Długość obróbki zależy od stopnia wysmażenia jaki chcemy osiągnąć. Ja jestem zadeklarowanym zwolennikiem poziomu well done (czyli dobrze wysmażonego), czym zapewne przyprawiam teraz miłośników steków o palpitację serca, ale tak mam. Oczywiście nie pogardzę też stekiem średnio wysmażonym, ale jeśli już mam wybierać, skłaniam się ku dobremu wysmażeniu. Aha pamiętajcie żeby po przewróceniu mięska przyprawić solą i pieprzem. Oczywiście wg uznania. Po zdjęciu z ognia, mięso powinno odpocząć. Jedna z teorii mówi, że powinno ono odpoczywać tyle czasu ile się smażyło. Ja odczekałem ok. 4 minut i potem wrzuciłem moje steki na chwilkę do piekarnika by złapały jeszcze trochę temperatury. Akurat dochodziły bataty więc posiłek miałem gotowy w jednym momencie.

Słówko na temat batatów. Słodkie ziemniaki skradły mój gust już dawno. Jako że byłem w posiadaniu dwóch dorodnych okazów, zdecydowałem że będą one świetnym dodatkiem do grillowanej wołowiny. Przepis ściągnąłem ze strony zajadam.pl i uwierzcie jest banalnie prosty, a efekt więcej niż zadowalający. Jeśli macie chęć przyrządzić sobie taką przekąskę, gorąco do tego zachęcam. 

Sprawa wygląda następująco. Bataty obieramy ze skórki i kroimy je na frytki grubości 1-1,5 cm i wrzucamy do jakiegoś naczynia. Następnie dodajemy 5 łyżek oliwy, sok z połowy cytryny, tymianek (w oryginalnym przepisie jest rozmaryn, ale jako że go nie posiadałem wrzuciłem tymianek właśnie), sól i pieprz. Całość dokładnie mieszamy tak by marynata dokładnie pokryła każdy kawałek batata. Wszystko wysypujemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, dodajemy kilka ząbków czosnku ( najlepiej w łupinkach) i pakujemy do piekarnika uprzednio nagrzanego do 200 stopni Celsjusza. Pieczemy do momentu kiedy bataty będą miękkie czyli ok 25-30 minut.  Uwierzcie na słowo - tak przygotowane słodkie ziemniaki to niebo w gębie :) Wystarczy wyłożyć na talerz i dorzucić naszego steka i możemy delektować się przepysznym jedzonkiem. Zacna porcja białka gwarantowana :) Smacznego :)

A tak moje dzieło wyglądało w pełnej krasie. Nieźle, prawda? Szkoda że zdjęcia nie mogą oddać zapachu, bo ten był wprost nieziemski :)


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger