Nice and easy

Wolno i spokojnie. Bez pośpiechu ale za to z obawą. Obawą o stan prawej łydki, która znów zaczęła dawać delikatne sygnały, że chyba zbyt mocną jest eksploatowana. Swoją drogą, ciekawe czemu lewa noga nie protestuje? :P Tak na poważnie to chyba jest pokłosie mojego sobotniego, 15 km biegu. Cóż, za błędy i nadgorliwość trzeba płacić. Mam nadzieję, że mi przyjdzie tylko zapłacić modyfikacją planu. Zdecydowałem wczoraj nieco skrócić czas biegu i zmniejszyć jego tempo. Lepiej dmuchać na zimne. Prawdę powiedziawszy, takie wolne szuranie też ma swoje dobre strony :)
Do startu pozostało coraz mniej czasu i wiem że muszę do każdego treningu podejść bardzo ostrożnie i z rozsądkiem, tak by nic złego się nie przydarzyło. Tak własnie było wczoraj i tak już chyba będzie do 13 kwietnia. Wczorajszego wieczora jak już wspomniałem skróciłem nieco plan i zamiast 50 minut, pokonałem 5 km i 110 m w czasie 35 min i 3 sek. Czas nie powala, ale jak już wspomniałem nie ma to teraz większego znaczenia. 
Dziś mam nadzieję uda mi się trochę zregenerować mięśnie, by jutro móc odbyć kolejny bieg. Jeśli się nie uda, to zamiast biegu zrobię sobie dłuuuugi spacer. Ale to tylko w ostateczności.
Łącznie przebiegłem już ponad 876 km i powolutku, małymi kroczkami zbliżam się do magicznej granicy 1000 km :) Jak ją przekroczę to chyba się opiję... wody rzecz jasna! :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger