Bieżniowy come back

Oj nie miałem dziś ochoty by po mieście polatać. Jakoś tak zatęskniłem za "moją" bieżnią na Przytorzu i kilkanaście minut przed godziną 19:00 rozpocząłem bieganie w kółeczko. Bieg rzecz jasna poprzedziła solidna porcja ćwiczeń na rozgrzewkę. Wszystko gotowe, można zaczynać. Szczerze mówiąc dziwnie się czułem. Mimo faktu, że nie tak dawno regularnie po bieżni biegałem, dziś czułem się trochę dziwnie. Jakoś tak nudno było. Pewnie jak pobiegam trochę, przyzwyczaję się i będzie git. Najważniejsze jednak, że bieg zaliczony. Dziś pobiegłem 38 minut i w tym czasie zaliczyłem 6 km i 100 m. O dziwo, bieżnia była dziś miejscami bardzo śliska i musiałem naprawdę uważać aby nie wywinąć orła. Generalnie bieg oceniam bardzo pozytywnie i mam nadzieję, że każdy kolejny będzie równie fajny lub jeszcze fajniejszy :)
Dziś rozpocząłem "zabawę" z dietą. Nie, nie przeszedłem na jakiś drakoński sposób pozbycia się kilogramów. Ot regularne, dobrej jakości i we właściwej ilości posiłki. Mam nadzieję znów trochę zjechać z wagi, bo ostatnio muszę to niestety przyznać licznik nieznacznie poszedł w górę. Nie ma co się jednak łamać. Biegam, dbam o siebie czyli musi być dobrze! Walka trwa!
Łącznie przebiegłem ponad 724 km :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger