Poniedziałek 18/11/2013

Czy nie może być już do końca normalnie? Czy nawet w ostatnim tygodniu planu mój "smartfon" musi mieć fochy? Spieszę wyjaśnić, iż SGS Plus którego jestem "szczęśliwym" posiadaczem na 40 sekund przed końcem treningu oczywiście się wyłączył. Zrozumiałbym, gdybym go nie naładował, jednakże przed wyjściem sprawdziłem jego stan i poziom baterii na pewno nie niepokoił. Koniec końców wg. Mundka przebiegłem 39 minut i 21 sekund. Idzie się załamać...
Zostawiając już temat rozładowanego telefonu, dzisiejszy trening rozpocząłem kilkanaście minut po godzinie 17. Rozpocząłem spokojnie mając w pamięci i nogach rzecz jasna, wczorajsze 50 minut. Pierwszy kilometr 5:56. Na bieżni jeden biegacz, który miał chyba chęć na małe ściganko. Trafił średnio, bowiem ja ani myślałem rywalizować. Po prostu biegłem swoim tempem. Trafiłem chyba na gościa, który nie lubi być wyprzedzany :P. Drugi kilometr 6:16, trzeci i czwarty - 6:13. Piąty kilometr 6:11 i na bieżni zaczyna robić się "tłok", bowiem biega oprócz mnie trójka biegaczy :) Fajnie, wszak w kupie raźniej. Szósty kilometr poniżej 6 minut - 5:52. Przebiegam jeszcze kawałek i to by było na tyle. Telefon pada, ja biegnę jeszcze kawałek i koniec. Tradycyjnie małe rozciąganie i powrót do domu. Podsumowując: przebiegłem dziś 6 km i 570 m w średnim tempie 5:59. Spaliłem 840 kcal.  
Dziś darowałem sobie sprawnościówkę. Zwyczajnie mi się nie chciało. Nie ma jednak lekko - nadrobię po środowym treningu :) Teraz czas zapoznać się z galeriami i relacjami z wczorajszej "Bełchatowskiej Piętnastki" :)

Łącznie przebiegłem: 487 km i 780 m. Pięćsetka tuż, tuż...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger