Niedziela 24/11/2013 - KONIEC PLANU!!!

Oto nadszedł TEN dzień! Jak mawiał kultowy Kazimierz Pawlak - nadejszła wiekopomna chwila. Dziś zakończyłem 12 tygodni planu biegowego pod tajemniczą nazwą "Odchudzanie" :). Szczęście jakie mi dziś towarzyszy jest wprost nie do opisania. Udało się, zrobiłem to! 
Zacznę jednak od początku czyli od dzisiejszego treningu. Oczywiście nie mogło być tak jakby człowiek sobie tego życzył, bowiem zawsze coś musi się wysypać. Tak też było i dziś. Nie trudno się chyba domyślić, że chodzi o telefon. Nie wiem, czy mój SGS Plus jest po prostu złomem czy ja jestem niegodny by go obsługiwać. Ruszając na bieżnie, snułem plany, jak to dajnie na moim Mundku będzie wyglądać godzina treningu i zaliczone 10 km. Miało być tak pięknie, ale oczywiście telefon musiał się "zrestartować" w 49 minucie i 40 sekundzie. Do końca miałem ponad 10 minut i w perspektywie 2 kilometry. Zwolniłem do bardzo powolnego truchtu, poczekałem aż urządzenie łaskawie się włączy i ponownie uruchomiłem aplikację. Postanowiłem przebiec 2 km, czyli w perspektywie 12 minut z hakiem. Włączyłem Mundka ponownie i zacząłem biec ku ostatnim kilometrom mojego planu. Dwa kilometry zleciały niemal błyskawicznie (12:45) i to był koniec. Skończyłem plan. Podsumowując, przebiegłem dziś 10 km i 390 m. Dokonałem tego w łącznym czasie 1:02:25 i spaliłem 1332 kalorie. Przyznam szczerze, czasami czułem się bardziej wyczerpany po biegach 40 minutowych aniżeli po dzisiejszym. Może to był naparstek "euforii biegacza"? Z bieżni schodziłem ogromnie szczęśliwy. Udało mi się zrobić coś, co jeszcze na początku kwietnia tego roku było tylko i wyłącznie odległym bardzo marzeniem.


Czas teraz na liczby i podsumowania. Zacznę od czegoś, co było istotą mojego planu a więc wagi. 2 września, w dniu w którym rozpocząłem plan, ważyłem 115,6 kg. Dziś rano waga pokazała dokładnie 104,1 kg. Wniosek - zrzuciłem 11,5 kg! To jest wynik :) Wychodzi na to, że każdego tygodnia traciłem około 1 kg. Podczas planu biegałem przez 1190 minut czyli blisko 20 godzin i zrobiłem 41 serii ćwiczeń sprawnościowych. 


Jeśli chodzi o jakieś zdarzenia, które szczególnie zapamiętam z tych 12 tygodni to na pewno bliskie spotkanie z pewnym pieskiem na bieżni. Poza tym każdy zdobyty kilometr, każda przebiegnięta minuta była wyjątkowa. Dlaczego? Ponieważ niosły one za sobą moją ambicję i wolę zdobycia czegoś co jest najważniejsze czyli zdrowia. Na pewno nie osiągnąłem jeszcze tego co chcę, ale zrobiłem ogromny krok do przodu. Teraz już wiem, że dam radę! Wiem, że w bieganiu odkryłem nie tylko przyjemność uprawiania aktywności fizycznej, ale też możliwość osiągnięcia zamierzonego celu!

Co dalej? Biegnę! Nie zamierzam przestawać, bowiem kolejnym moim celem jest zejście z wagą poniżej magicznej granicy 100 kg. Może uda się jeszcze w tym roku?

Czas teraz na przyjemności. Pora otworzyć moje trofeum, które w lodóweczce czeka na mnie już od piątku :) Niewątpliwie będzie to przyjemna chwila, bowiem przez 12 tygodni, napitek ów był na liście artykułów spożywczych oznaczonych symbolem "zakazane". Smakować będzie wyjątkowo, zwłaszcza że spożyte zostanie z oficjalnego kufelka Realu Madryt, który dostałem od moich wspaniałych dziewczyn z okazji zakończenia planu :) 

Zapomniałbym, dziś przebiegłem swój 500 km :) Łącznie przebiegłem: 509 km i 680 m.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger