Czwartek 25/07/2013

Nigdy nie może być tak, jakby człowiek chciał. Dziś znów Mundek focha strzelił i zlokalizował satelitę "po pewnym czasie". Tym samym straciłem i czas i nerwy i kilometr z hakiem do rejestrowanego treningu. Przedwczoraj Mundek spisywał się bez zarzutu, od uruchomienia do zakończenia treningu ani razu nie zgubił sygnału i załapał natychmiast. Dziś jednak to była męka. Trudno, najwazniejsze że trening zaliczony. 
Dziś troszkę kluczyłem po mieście, bez konkretnego celu. Zresztą widać to na mapce dzisiejszego biegu. O dziwo, pierwszy kilometr zrobiłem w czasie 5:28, co uważam za całkiem dobry wynik. O dziwo, gdy biegłem, wydawało mi sie że poruszam się w tempie ślimaka. Pozytywne zaskoczenie nie ma co. Kolejne kilometry to już czasy nieco dłuższe. Najgorszy był 4 km kiedy to "osiągnąłem" czas 7:51. Koniec końców dobiegłem do mety w czasie 34:59. Całkowity dystans wyniósł dziś 5 km i 180 metrów. Niewiele, ale ważne że trening zaliczony. 
Ostatnio troszkę więcej uwagi poświęcam swojej diecie. Konkretniej mówiąc, zacząłem spożywać znacznie większe ilości białka, kosztem ograniczenia węglowodanów. Oczywiście wszystko w ramach zdrowego rozsądku. Nie ukrywam, że odpowiedni sposób odżywiania ( nie cierpię stwierdzenia "być na diecie") w połączeniu z bieganiem przynosi niezłe rezultaty. Nie zdradzę póki co jakie. Przyjdzie na to czas :)

Podsumowanie mojego biegu znajduje się TUTAJ

Łącznie przebiegłem: 334 km i 270 m.

P.S. Dziś cały dzień po głowie chodzi mi pisenka zespołu Fatum - Mania Szybkości. Fajnie się przy tym biega :) 


                                  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2014 Seba Biega , Blogger